W DZIEĆKOWICACH JAK W DELCIE MISSISSIPPI

W DZIEĆKOWICACH JAK W DELCIE MISSISSIPPI

1 wyświetlaj
0

Chociaż nieduża, filia Mysłowickiego Ośrodka Kultury w Dziećkowicach udowadnia, że u siebie też potrafi zaskoczyć atrakcyjną propozycją kulturalną. Po październikowym koncercie meksykańskiego zespołu Loko Mariachi, organizatorzy zaprosili 2 listopada br. melomanów na „Zaduszki Bluesowe” z udziałem trójki doskonałych muzyków.

Mistrzem ceremonii był tego wieczoru pochodzący z bytomskiego familoka, śląski bluesman Marek „Makaron” Motyka, człowiek-orkiestra funkcjonujący na muzycznej scenie już kilkadziesiąt lat. Nie śpiewa o majteczkach w kropeczki, teksty jego utworów to stare śląskie pieśni zaaranżowane na bluesową nutę, a dzięki magicznym dźwiękom gitary rezofonicznej „dobro’ można było odnieść wrażenie teleportacji gdzieś w okolice Delty Mississippi. Na swoim koncie ma dwie płyty, „Makaron po śląsku” i „Bez owijania w bawełnę”.

W ostatnich latach artystycznej aktywności zagrał setki koncertów nie tylko w kraju, na festiwalach bluesowych, jazzowych, czy folkowych. Na scenie towarzyszył mu perkusista Ryszard „Rico” Rajca. W latach 2001-2013 „Rico” jako współzałożyciel grał w znanym śląskim zespole ŚCIGANI, z którym nagrał trzy płyty. Obecnie angażuje się w wiele muzycznych projektów estradowych i tych studyjnych. Na koncie ma wiele nagród i wyróżnień. Nie tylko współpracuje z różnymi artystami, ale realizuje też wiele pomysłów o charakterze edukacyjnym i popularyzatorskim. Obaj muzycy doskonale rozumieją się i uzupełniają na scenie. Często perkusista nie wie, jaki będzie grany kolejny utwór, ale dlatego, że gra i czuje podobnie, idealnie zgrywa się z „Makaronem’. Do tego duetu, po raz czwarty, bez prób, dołączył saksofonista Andrzej Krupa, dodający występowi jazzowych smaczków. Największa jego aktywność muzyczna przypadała na lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte ubiegłego wieku. Wtedy to grał z wieloma wielkimi muzykami w Polsce i zagranicą, był członkiem zespołu Radia Opole, i zespołu „No Smoking”. Współpracował z Andrzejem Rosiewiczem, Andrzejem Zauchą, czy Andrzejem Olejniczakiem. Ten nietuzinkowy muzyk jazzowy także nie wiedział co za chwilę zagra „Makaron’ i na tym polegała magia tego występu tu i teraz. Po pierwszych akordach poszczególnych utworów, idealnie dopasowywał się do całości, dobierając odpowiedni saksofon, raz to altowy, to sopranowy, czy też tenorowy.

Tak jak ligocianin Grzegorz Płonka na płycie „Życie pieśniczką pisane” sięga po śląskie utwory, nawet te z XVI wieku, tak też i Marek Motyka garściami czerpie z zasobów śląskiej kultury. Zaczął od utworu ‘Kej bych jo wiedzioł, kiedy jo umra”, a potem już były same perełki, bo za taką można uważać m.in. stary śląski tekst z XV wieku pt. „Skarga umierającego”. „Łopata, kilof i hełmisko” to z kolei opowieść o ciężkiej pracy dawnych górników. Okazało się, że z muzyką bluesową doskonale komponują się także teksty szkockiego poety Roberta Burnsa. Jego wiersze w tłumaczeniu Mirosława Syniawy na śląski („Wiersze i śpiywki Roberta Burnsa ze ślonskimi translacjami od Mirka Syniawy”), przypadły na tyle do gustu „Makaronowi”, że jako miłośnikowi literatury wziął je na swój bluesowy warsztat (np. „Napis na dynkmalu od świyntego Wilusia”). Wszystkie znakomicie wykonane utwory zagrano w dwóch częściach, przedzielonych przerwą na słodki poczęstunek i kawę. Oczywiście nie mogło obyć się bez bisów, na które złożyły się „Dwa biołe psy”, „Za moim łoknem” i „Gelynder Blues’. Zachwycona publiczność, jak i sam niepowtarzalny koncert, były żywym dowodem na to, że w Polsce się słucha nie tylko wszechobecnego disco polo. Szkoda jedynie, że muzycy nie mieli ze sobą swoich płyt, które niestety są trudno osiągalne, co też w jakiś sposób świadczy o ich klasie.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

O autorze

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany. Wymagane pola są zaznaczone*

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.