Recenzja: Czy wiemy, jak wygląda codziennie życie w Afryce?

Recenzja: Czy wiemy, jak wygląda codziennie życie w Afryce?

1 wyświetlaj
0

Ks. Hieronim Siwek, Zdjęcie: Mirosław Leszczyk

Po książkę ks. Hieronima Siwka sięgnąłem z dwóch powodów. Po pierwsze, przybliża ona jakże mało znany nam, Europejczykom, obraz współczesnej Afryki, gdzie autor spędził przeszło 40 lat swojego życia. Nie jest to opowieść kogoś, kto podróżując pobieżnie poznał inny świat i chce się podzielić jedynie swoimi spostrzeżeniami z czytelnikami.

Autor, żyjąc pośród tubylców, poznał ten kontynent na wskroś i dlatego trudno o lepszego przewodnika po Czarnym Lądzie. Drugim powodem, który skłonił mnie do zainteresowania się tym tytułem był sam jego twórca – rodowity bierunianin. Jako misjonarz opuścił on rodzinną ziemię, aby nieść nadzieję tym, którzy każdego dnia walczą o przetrwanie. Aby nie tylko ewangelizować, ale i edukować.

Przechodząc do meritum, odpowiedzmy sobie najpierw na pytanie, co wiemy o Afryce Wschodniej? Nic. Jesteśmy w stanie wymienić nazwy kilku krajów, pamiętamy z mediów, że od czasu do czasu piraci porwą jakiś statek u wybrzeży Somalii, a terroryści zdetonują bombę w Mogadiszu. No może jeszcze dochodzą do nas słuchy o olbrzymich klęskach żywiołowych i chorobach, jakie dotykają tubylców. W rzeczywistości jednak o tamtym zakątku świata nie mamy zielonego pojęcia, bo i media się nim nie interesują (nawiasem mówiąc jest to dobry przykład na to, jak media kształtują naszą wiedzę o świecie. Jeśli o czymś nie mówi się w telewizorze lub nie pisze w prasie, to ta rzecz nie istnieje). A teraz na zachętę kilka wątków poruszonych w książce.

Zagłębiając się w lekturę można łatwo zauważyć, że nie treści religijne, jakby się mogło z początku wydawać, są tutaj główną osią książki. Autor skupia się przede wszystkim na opisie mentalności Afrykańczyków, jakże innej od naszej. Dla przykładu wyobraźmy sobie, że pożyczamy komuś nóż, a ta osoba go gubi. U nas po prostu dostalibyśmy z powrotem inny, ale nie w Afryce. Dlaczego? Bo tamten pożyczony się zgubił, a inny nóż to już nie ten sam. Czy właściciel może mieć w tej sytuacji pretensje? Nie. Podobna sytuacja. Pożyczamy komuś proso do zrobienia piwa, a gdy te się nie udało, pożyczający nie musi go zwracać. Dlaczego? Bo piwo się nie udało. Dla nas może to być trudne do zrozumienia, ale tak myślą tubylcy na Czarnym Lądzie.

Tanzanię zamieszkują liczne plemiona, których można naliczyć grubo przeszło sto, a każde z nich posługuje się własnym narzeczem. Większość z nich opiera jednak swoją mowę na zasadach języka swahili, dzięki któremu można się porozumieć prawie w całym kraju. Niektóre z używanych słów są nam znane, choć sami o tym nie wiemy. Najpopularniejsze z nich to „safari”, które znaczy tyle co „podróż”, a także „simba”, czyli „lew”, które wielbiciele filmów animowanych mogą znać z bajki Król Lew. Również z tej bajki pochodzi zwrot „hakuna matata”, który oznacza „nie martw się”.

Niejeden z nas kojarzy zapewne różne dziwne ozdoby używane przez Afrykańczyków, z których część może przyprawiać nas o mdłości. Niewielu Europejczyków zdaje sobie jednak sprawę z tego, że część tych „ozdób” ma lub miała kiedyś praktyczny charakter, służąc ot choćby do obrony. Za przykład niech posłuży nam opisywany przez księdza Siwka zwyczaj przebijania górnej wargi drewnianym kołkiem. W dawnych czasach, kiedy plemiona afrykańskie często padały łupem kolonizatorów, praktyka ta miała chronić poprzez oszpecenie kobiety, które często były porywane do arabskich haremów. Jeśli zwyczaj ten się przyjął znaczy to, że był skuteczny. Obecnie tradycja ta powoli zanika, bo też nikt już masowo nie porywa murzynów w niewolę.

Autor, opisując działalność misjonarzy, dużo miejsca poświęca edukacji, która jest światłem w tunelu dla ludów zamieszkujących Tanzanię. Umiejętność pisania, czytania, znajomość podstawowych zasad higieny, nauka zawodów technicznych – wszystko to powoli przyczynia się do polepszenia warunków bytowych tubylców i rozwoju kraju. Praktycznie cała elita rządząca Tanzanią zaczynała swoją edukację w szkołach prowadzonych przez misjonarzy, którzy po dziś dzień organizują oświatę na poziomie podstawowym.

Jeśli chodzi o stronę techniczną książki, to nie mam do niej żadnych zastrzeżeń. Klarowny podział na rozdziały i krótkie podrozdziały przeplatane zdjęciami powoduje, że całość czyta się płynnie, bez znużenia. Dodatkowo na końcu dołączony jest słowniczek pojęć, spis najbardziej śmiertelnych chorób, a także rozbudowana fotogaleria, która dodatkowo wzbogaca i tak już świetną książkę. Za jedyny jej mankament uważam pojawiające się tu i ówdzie błędy interpunkcyjne, ale to już raczej wina redaktor tekstu, a nie samego autora.

Jeśli ktoś lubi wzbogacać swoją wiedzę o świecie, interesuje się Afryką, innymi kulturami, uważam że jest to dla niego lektura obowiązkowa i szczerze zachęcam do sięgnięcia po nią. Jeśli miałbym ją ocenić w skali od jeden do dziesięć, dałbym mocne osiem. No i na koniec jeszcze krótki biogram autora.

Hieronim Siwek urodził się w 1939 w Bieruniu Starym. Po ukończeniu technikum chemicznego i krótkiej pracy w oświęcimskich zakładach chemicznych, wstąpił do zakonu Salwatorianów. W 1965 roku został wyświęcony na kapłana, a już dwa lata później udał się z innymi misjonarzami do Tanzanii, gdzie zajął się nie tylko ewangelizacją, ale i szkolnictwem elementarnym oraz działalnością humanitarną. W 1976 założył dom zakonny dla tubylców, a w 1985 został dziekanem okręgu misyjnego. W latach 80. organizował także akcję dożywiania podczas wielkiej klęski głodu. Autor kilku publikacji o działalności misyjnej i Afryce Wschodniej.

Informacje o książce:
Tytuł: Tam gdzie lwy mówią dobranoc
Autor: Hieronim Siwek
ISBN: 978-83-932077-0-1
Wydawca: Drukarnia Wydawnictwo, Kuliński Tomasz
Rok: 2011
Ilość stron: 304

Recenzent: Przemysław Żołneczko, Zdjęcia: Archiwum

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany. Wymagane pola są zaznaczone*