Recenzja: Wiatr od wschodu – śląska powieść awanturnicza

Recenzja: Wiatr od wschodu – śląska powieść awanturnicza

1 wyświetlaj
0

W styczniu 2012 roku, w kwartalniku Fabryka Silesia ukazała się lista 10 książek, które zdaniem śląskich krytyków literackich można zaliczyć do tzw. Kanonu Literatury Górnego Śląska. Gdyby przyjrzeć się autorom owych dzieł, większość czytelników z zakłopotaniem podrapałyby się po głowie i pomyślała sobie: „co to za ludzie? Przecież ja nigdy o nich nie słyszałem”.

Rzeczywiście, Bienek, Eichendorff, Szejnert – te nazwiska nic nie mówią. Być może tylko część skojarzyłaby postać Kazimierza Kutza, bo i jego dzieło znalazło się na tej liście, ale z pewnością nie byliby to ludzie młodzi.

Spośród owych dziesięciu tytułów, moją uwagę przykuła w pierwszej kolejności niepozorna książka – „Wiatr od wschodu”, napisana przez niejakiego Augusta Scholtisa. Kiedy będąc w jednej z katowickich księgarni zauważyłem ją na półce, pomyślałem sobie, że może warto zaryzykować i kupić ją, bo jeśli znanym regionalistom przypadła ona do gustu, to może i mi się spodoba. No i nie zawiodłem się. Nim przejdę do jej recenzowania, najpierw parę słów o autorze.

August Scholtis urodził się 7 sierpnia 1901 roku w Bolacicach, części historycznej ziemi raciborskiej, obecnie znajdującej się na terenie Czech. Był synem niezbyt bogatego rolnika, z wykształcenia murarzem i tylko przypadek sprawił, że jego zdolności pisarskie zauważył hrabia Karl Lichnowski, który uczynił go zarządcą swoich dóbr. Scholtis przez jakiś czas pracował dla niego między innymi w Pszczynie, której jednak nie darzył sympatią, co można wywnioskować z kilku fragmentów jego książki.

Na szerokie wody wypłynął w 1932 roku, kiedy pracując już w Berlinie wydał swój „Wiatr od wschodu”. Choć literaturoznawcy niemieccy bardzo dobrze ocenili twórczość młodego autora, nie miał on szans rozwinąć swoich skrzydeł, bo już rok później do władzy doszedł Adolf Hitler, a ewidentnie antywojenna powieść nie miała prawa bytu w III Rzeszy. Wojnę przeżył, ale kolejne jego powieści nie cieszyły się już zainteresowaniem, co nie powinno dziwić, bo Niemcy po przegranej wojnie mieli inne priorytety jak czytanie książek. August Scholtis zmarł 26 kwietnia 1969 roku w Berlinie i tam też został pochowany.

Akcja „Wiatru od wschodu” zaczyna się z końcem XIX wieku, a kończy na krótko po powstaniach śląskich. Głównym bohaterem powieści jest niejaki Kacper Teofil Kaczmarek, urodzony w Kostuchnej pod Katowicami. Ten z pozoru przygłupawy syn rolnika z czasem okazuje się nadzwyczaj bystrym włóczykijem, który przemierzając śląską krainę próbuje zarobić na życie, a jednocześnie nie wpaść w polityczne tarapaty. W jego wędrówkach towarzyszą mu koń Liza, wierny pies, którego Kaczmarek nazywa „parszywym”, a od czasu do czasu pojawia się i diabeł, z którym bohater żywo dyskutuje, a w pewnym momencie zaprzęga go nawet do wozu.

Scholtis pisząc ową książkę wybrał nieco zapomniany gatunek, jakim była powieść szelmowska, która, choć czasy świetności miała już dawno za sobą, wyjątkowo przypadła do gustu ówczesnym czytelnikom. Jedną z charakterystycznych cech tego gatunku literackiego jest ukazanie głównego bohatera jako lekkoducha, który swoimi niewybrednymi żartami i bardzo swobodnym stylem bycia często popada w kłopoty z prawem, a taką właśnie postacią jest Kaczmarek.

Czytelnikowi, który chciałby lepiej zrozumieć przekaz owej powieści z pewnością przyda się dobra znajomość historii Śląska, bo autor nierzadko przywołuje wydarzenia, które z perspektywy Polski i Polaków mogą być niezrozumiałe, nieznane, jak na przykład wojna prusko-francuska z lat 1870-1871, w której po stronie Prus wzięły udział dziesiątki tysięcy Górnoślązaków. „Wiatr od wschodu”, jak już wcześniej wspomniałem, był powieścią antywojenną i polityczną, co bez trudu można dostrzec zagłębiając się w fabułę.

Głównym tłem historycznym tego utworu literackiego są czasy plebiscytu i powstań śląskich, jednakże ukazane z perspektywy, która może się nie spodobać zarówno Niemcom, jak i Polakom. Autor szczerze, a często nawet do bólu krytykuje Korfantego i jego współpracowników za to, że wykorzystując prostotę Górnoślązaków doprowadzili do wybuchu powstań śląskich, które zakończyły się rozlewem krwi i tragedią wielu rodzin. Z drugiej strony, choć Scholtis był Ślązakiem niemieckim, nie szczędzi on krytyki pod adresem niemieckich magnatów przemysłowych i inteligencji, którzy swoim pogardliwym stosunkiem względem Górnoślązaków przez lata budowali mur wzajemnej nienawiści. I choć po obu stronach zdarzały się osoby chcące dojść do porozumienia, było ich niewiele.

Jeśli już jesteśmy przy inteligencji, to warto napomknąć o jednym z bohaterów – niejakim profesorze Larrifarrim (Scholtis nadaje wielu swoim bohaterom ironiczne nazwiska). Ów „naukowiec” wygłaszał płomienne przemowy, w których rozwodził się nad praniemieckością ziem śląskich, a mieszkających tutaj autochtonów nazywał rozwodnionymi ludźmi. Nad wyraz sarkastyczne ukazania profesora, a także jego podobieństwo do nazistowskich ideologów z pewnością nie spodobało się hitlerowcom, tym bardziej że Larrifarri „podnosił rękę w faszystowskim pozdrowieniu”. Dlatego „Wiatr od wschodu” nie miał prawa bytu w III Rzeszy.

Jednym ze specyficznych elementów tej powieści jest jej język, którym została napisana. Jak powiedział tłumacz tego dzieła – Alois Smolorz, nawet wielu rodowitych Niemców miało problemy z jej zrozumieniem. Rzeczywiście, język momentami jest trudny, przesiąknięty wieloma dziwnymi zwrotami, wyrazami dźwiękonaśladowczymi typu „bim-bam”, „tati-tata”, ale moim zdaniem to tylko wpływa na efekt, dzięki któremu powieść jest niepowtarzalna i łatwo zapada w pamięć. Podobnie wygląda fabuła i choć pewna chronologia wydarzeń jest w niej zachowana, zdarzają się epizody wyrwane z kontekstu, można by rzec, z pogranicza świata realnego i świata fantazji.

Komu mógłbym polecić „Wiatr od wschodu”? Przede wszystkim każdemu, kogo interesuje historia i literatura Górnego Śląska, bo to, co opisałem powyżej, to tylko niewielki fragment tego, co można znaleźć w książce. Należy pamiętać, że powieść ta nie opowiada tylko o naszej małej ojczyźnie, ale jest także kompendium wiedzy na temat problemów społecznych, z jakimi borykały się narody tej części Europy na przełomie XIX i XX wieku. „Wiatr od wschodu” jest również dziełem, które może się spodobać czytelnikom pragnącym jakiejś dozy oryginalności, którym znudziła się typowa powieść, w której wszystko od A do Z jest napisane w prosty i zrozumiały sposób. A właśnie takim gatunkiem jest powieść szelmowska i reprezentujący ją „Wiatr od wschodu”.

Informacje o książce:
Tytuł oryginału: Ostwind. Ein schlesischer Schelmenroman
Tytuł polski: Wiatr od wschodu. Śląska opowieść sowizdrzalska
Autor: August Scholtis
Rok wydania w Niemczech: 1932
Rok wydania w Polsce: 2015
Wydawca: Silesia Progress
ISBN: 978-83-942643-4-5
Ilość stron: 439

Recenzent: Przemysław Żołneczko

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany. Wymagane pola są zaznaczone*

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.