Człowiek jest ulotny, szczególnie taki … Będzie Go brakowało.

Człowiek jest ulotny, szczególnie taki … Będzie Go brakowało.

1 wyświetlaj
1

W sobotę zmarł nagle dr hab. Jan Czempas. Trudno mi o tej osobie pisać w czasie przeszłym.

Zapamiętam go jako człowieka o wielkim intelekcie i wielkim sercu, jako bierunianina, który bardzo kocha swoje miasto – napisał na swoim profilu społecznościowym Krystian Grzesica, Burmistrz Bierunia.

Grzegorz Sztoler, śląski publicysta, archiwista DZ., współpracownik szwarne.info:

Co mam napisać? Że odszedł kolejny – w jakimś sensie – bliski mi Człowiek, któremu coś zawdzięczam? Człowiek wartościowy, ujmujący elegancją, inteligencją, erudycją, poczuciem taktu wobec bliźnich… Wiele rzeczy można było się od Niego nauczyć. Jak choćby tego, że warto pomagać innym, być/starać się być dobrym człowiekiem, o ewangelicznej postawie tzn. wybaczającym bliźnim ich słabości, doznane od nich krzywdy, odpuszczającym winy… Że warto wyciągać rękę do bliźniego, że warto być w tym względzie pierwszym.

Był trafnym obserwatorem rzeczywistości, bliższej tej bieruńskiej i dalszej, tej polskiej, śląskiej. Trafnie analizował wszelkie patologie społeczne – wszak był ekonomistą i znakomitym analitykiem (ach te Jego wnikliwe pytania, czasem to trudno było na nie odpowiedzieć). Rozumiał jak nikt samorządy i zasady – polityczne i ekonomiczne – nimi rządzące. Przyjaciel Śląska i śląskości (wspomnę, że zafascynowany był „Listami z Rzymu” prof. Zbigniewa Kadłubka), rozmowa z nim na każdy temat była rzeczowa i konstruktywna, choć czasem zauważał żartobliwie, że zagadywał rozmówcę, usprawiedliwiając się, iż to taka „belferska przypadłość”.

Właśnie wybierałem się do Niego na kolejną pogawędkę, kolejną – bo kiedyś, kiedyś bywałem u niego częściej, a to z racji zawodu dziennikarskiego. Potem gdy osiadłem w zawodzie dziennikowego archiwisty (to już lat kilkanaście), rzadziej, bo pisywałem do miesięcznika „Śląsk”. Od święta i na wspólnych imprezach powiatowych zawsze nasze ścieżki się krzyżowały. Ostatnio, jesienią było mi dane zamienić kilka słów na parkingu koło Starostwa, skąd wywoziłem porcję mojej świeżej książki, o śląskim westernie, twórczości filmowej Józefa Kłyka i wspomagającej go społeczności Bojszów. Była to jak zwykle rozmowa konstruktywna i ciekawa, która z kilku minut przedłużyła się do kilkunastu, a potem chyba już sięgała pół godziny, w każdym razie zamierzaliśmy ją dokończyć w najbliższym czasie. Zamierzaliśmy… 

Pamiętam, że wręczyłem mu książkę, jedną z kilku które miałem, miałem się pojawić u Niego w domu, by wpisać dedykację. Pan Jan zrewanżował mi się swoją książką, wręczył mi ją przelotem, gdzieś później – ale nie mogę w tej chwili sobie przypomnieć, odświeżyć pamięci. Ta informacja, że odszedł, dosłownie mnie sparaliżowała, przeraziła. Pewno jak wiele osób, które Go znały.

Bo przecież jeśli uświadomimy sobie, co straciliśmy, czego mógł jeszcze dokonać – w działaniach, nauce, polityce, pisaniu – to naprawdę strata jest to niepowetowana. To smutne, że brakuje słów, by wyrazić brak Człowieka takiego formatu. Bo przecież nic nie zastąpi jego inteligencji, humoru, ciepła, twórczej wymiany myśli. Nie zastąpi żadna książka, żaden pomnik, żadna fotografia… Człowiek jest ulotny. Niestety… Zostaje tylko w naszej pamięci.

Wyobrażam sobie, przypominam, że Pan Jan pomaga mi właśnie, jako początkującemu redaktorowi tygodnika „Nowe Echo” z Tychów poznawać dziennikarski teren, obwozi mnie samochodem po zaułkach Bierunia. Potem siadamy na kawie w jego gabinecie. Pokazuje mi stare zdjęcia ukochanego miasta, które ocalił. Przechodzimy na kolejne tematy. Rozmawiamy o lokalnym samorządzie, a ludzi tu rządzących znał jak nikt. I ich potencjał również…

Mimo wielu obowiązków zawsze śledził moje literackie poczynania, był moim wiernym Czytelnikiem, zwłaszcza tekstów publikowanych w „Śląsku”, często odbierałem gratulacje – mam nadzieję zasłużenie. Było to miłe, że zwłaszcza Człowiek takiego formatu, naukowiec, potrafił zauważyć i docenić trud człowieka, który dopiero wstępował na ścieżkę poważniejszej życiowej kariery, który dopiero szlifował swoje pióro. Zawsze mi kibicował i mnie wspierał. Jako autor, naukowiec znał, wiedział, ile serca, czasu i potu kosztuje każde słowo, zdanie, artykuł, czy książka. Nad wszystkim trzeba się napracować, natrudzić, nad słowem pisanym zwłaszcza. On wiedział, ile to kosztuje i że ten trud nie zawsze jest doceniany…

Dzięki takim Ludziom jak dr hab. Jan Czempas, czy kardynał Stanisław Nagy, których miałem okazję poznać, Bieruń pokochałem, może nawet i bardziej niż Bojszowy. A może tak samo. Nieważne. Szkoda, że tych ludzi z nami już nie ma. Pożegnajmy ich godnie…

I jeszcze jedno, jakby ostatnie Słowo Zmarłego, które odczytałem w dniu, kiedy informacja o jego odejściu do mnie dociera, w sobotnie popołudnie, dochodzi piętnasta. Właśnie, wczoraj, w piątek, zdobyłem świąteczną bieruńską „Rodnię”, wziąłem ją z sekretariatu Starostwa, bo na pierwszej stronie zobaczyłem twarz dr hab. Jana Czempasa. Przemawiał (a mówcą był świetnym)… I podpis pod zdjęciem – wspomnienia stanu wojennego. „Po co mi to było” – pyta nasz Bohater, na jedenastej stronie wspominając swoją samotną, samodzielną (bo poza strukturami „Solidarności”) działalność opozycyjną, a konkretniej swoją bogatą bibliotekę, zaopatrzoną w tytuły z drugiego obiegu, które chętnie udostępniał (nierzadko i partyjnym). Wspomina swoje perypetie na całej kolumnie. Jednak to, co mnie uderza, jest na końcu. I to jest odpowiedź na tytułowe pytanie: „I po co mi to było?”. I te słowa czytam, teraz kiedy Profesora już nie ma, kiedy zaskoczyłem informacją o Jego odejściu dyrektora Biblioteki Śląskiej, filozofa, Ślązaka, prof. Zbyszka Kadłubka (którego Pan Jan tak cenił). Pisze Czempas i chyba jest to jedna z nauk, którą warto zapamiętać:

„Co zyskałem? Pogodne spojrzenie na siebie w lustrze czasu. Chodzę wyprostowany, z godnością wśród koleżanek i kolegów z pracy i pośród lokalnej społeczności. Ten czas obywatelskiej próby zaliczyłem. Na ile? Niech to oceniają ci, którzy mnie znali wtedy i znają teraz. A do tego samozadowolenia jeszcze dochodzą budujące, usłyszane przed laty słowa dorastającego Syna: Tato, szkoda, że ja nie jestem tak odważny, jak ty”.

Chyba wielu z nas nigdy nie było tak odważnych, jak On…”

Świeć Panie nad Jego duszą…

Pogrzeb odbędzie się w środę 9 stycznia o godz. 10.00 w kościele św. Bartłomieja w Bieruniu Starym.

Redakcja składa kondolencje rodzinie i najbliższym.

źródło: www.powiatbl.pl

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany. Wymagane pola są zaznaczone*

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.